Warzywa, owoce, przekąski czy liczyć na redukcji?

Jak wygląda w praktyce liczenie kcal z warzyw powszechnie uważanych za niewinne, nieposiadające wartości energetycznej dodatki do posiłków?

Ostatnimi czasy przeglądając fora internetowe oraz facebookowe grupy natykam się na sporo dziwnych komentarzy rodem z baśni Andersena odnośnie liczenia kcal z warzyw i sałatek. O ile jestem w stanie zrozumieć niewliczania 1 pomidora i 2 ogórkow (chociaż sam mam na uwadze, że warzywa, które zjadam w ciągu dnia mają jakieś 100kcal i staram się zostawiać na nie miejsce w rozpisce kalorycznej) o tyle coraz częściej widzę pozbawione krzty inteligencji komentarze o misce sałatki, jeszcze z dodatkiem sosu i ziemniaków do każdego posiłku. W praktyce wygląda to tak, że nie wszystkie kalorie z warzyw są przyswajalne ze względu na błonnik - jak to policzyć?

Proste - wchodzimy na http://nutritiondata.self.com/ wpisujemy co chcemy, rozwijamy pole Carbohydrates i patrzymy na "Dietary Fiber". Reszta węglowodanów jak najbardziej się przyswaja i powinnyśmy mieć to na uwadze rozpisując sobie diete z ujemnym bilansem kalorycznym. Przykładowo - jeśli by nie wliczać warzyw to można ugotować sobie garnek leczo czu zupe pomidorową i opychać się tym do woli. Teraz wygląda to mniej więcej tak:

  • 2 puszki pomidorów krojonych
  • Przecier pomidorowy
  • Kukurydza z puszki
  • 300g cebuli
  • 300g papryki
  • 300g cukinii
  • 300g bakłażana
  • 300g marchwii
  • 200g ziemniaków

I mamy 860 kcal, a jak dodamy jeszcze jakieś mieszanki przypraw do kebaba, kostkę rosłową, odrobinę tłuszczu to spokojnie może wjechać 900-1000 kcal na taki garnek. Dzielimy to na 4 porcje i co? Dodatkowe 250kcal, z czego załóżmy 200 przyswajalnych. Teraz wystarczy wrzucić coś takiego osbie początkującej z niskim stażem i małą masą mięśniowa i mamy dodatkowe 200 kcal, a 1600 czy 1800 przy zapotrzebowaniu 2000 kcal potrafi zrobić naprawdę zauważalną różnicę.

Pomijając to leczo, dajmy drugi przykład:

  • 1 kromka chleba z masłem do jajecznicy
  • Sałatka ze 100g sałaty lodowej, 50g kukurydzy z puszki, 300g papryki polane 1 łyżką oliwy, żeby nie było sucho
  • W ciągu dnia 2 pomidory do posiłku przed oraz potreningowego
  • 1 jabłko z 1 waflem ryżowym na kolację

I już jest ponad 400 dodatkowych kalorii z kilku warzyw, 1 kromki chleba i 1 jabłka. Czy serio uważacie, że coś takiego nie powinno być wliczane, bo jakiś trener tak powiedział? Czy skoro ludzie nie wliczają mieszanek warzywnych i to w dodatku tych z ziemniakami, to czy w takim razie również nie powinniśmy liczyć 50g ryżu czy kilku kromek chleba? A może frytek również?

Jesteście na masie - ok, rozumiem, ale jeśli ktoś poważnie podchodzi do redukcji to jak najbardziej powinien liczyć kalorie ZE WSZYSTKIEGO. Jeśli się wam nie chce (bo mi np. nie chce) i jecie więcej niż 2-3 ogórki kiszone i 3 plastry papryki, to zważcie sobie wszystkie warzywa raz, zaokrąglijcie kalorie i doliczajcie sobie codziennie te 100, 200 czy 300 kcal to ogólnej puli kalorycznej, żeby lepiej móc śledzić jaka podaż kaloryczna na was działa, bo później są takie sytuacje, że ktoś nie liczy, je sobie umiarkowaną ilość warzyw, aż tu nagle żona zrobi cała michę sałaty, doda odrobiny majonezu, śmietany czy skropi oliwą i będzie trzeba zjeść w ciągu kilku dni i na koniec tygodnia wyjdzie, że redukcja stoi w miejscu. "Ale jak to?", "Dlaczego? Przecież zawsze jadłem warzywa i nie wliczałem" a po kilkudniowym wcinaniu sałatki wychodzi, że spożyliśmy dodatkowe 1000 kcal przez ostatnie parę dni z "głupich warzyw" czy dodatkowych 2-3 kromek chleba i jakiegoś jabłka czy pomarańczy, których nie chciało wam się wliczyć w tabelę.